Kategorie
Prywatnie

Bilans zysków i strat – jak ćpanie zmienia postrzeganie świata.

Zaczyna się od gadki – "ja się nie wjebię", "ja mam nad tym kontrolę", "mnie to nie dotyczy". Potem zaczyna się sięganie po więcej. Zaczyna się złość, złość, którą nie zawsze można przekłuć w coś dobrego, głód, depresja, bez tabletki czy strzała nie funkcjonujesz. Dochodzi się do momentu, kiedy słowa terapeuty "to złudne poczucie szczęścia i stałego porządku" nie trafiają do głowy. Liczy się tylko kolejna dawka, rozluźnienie, zaspokojenie, założenie maski i funkcjonowanie wśród ludzi – do czasu.
Nie zdawałam sobie sprawy, że uzależnienie od opioidów czy benzodiazepin jest tak problematycznym zjawiskiem dopóki nie usłyszałam o liście osób czekających na program metadonowy (600 osób w samym Wrocławiu), w mieście, w którym przez bardzo krótki czas byłam. Program dwunastu kroków przewiduje w kroku pierwszym przyznanie się do bezsilności wobedz swojego uzależnienia – i to nie ma nic z użalania się nad sobą. To potwierdzenie faktu. Na podstawie tego kroku postanowiłam wypisać bilans zysków i strat, który mnie bardzo przytłoczył.
Zyski:
* Brak chęci przyjęcia jakichkolwiek opioidów, bo ciągle je dostarczamy.
* Euforyczny, pierwotny, lub sedatywny błogostan, ten opioidowy kocyk, zpod którego trudno wyjść.
* Większa pewność siebie i motywacja.
* Pozorna normalność.
* Zanik głodu, co może być przydatne (czasem).
* Podatność na bycie ekstrawertykiem, bo opioidy to idealne narkotyki dla samotnych, nieśmiałych osób.
* Prymitywna, pierwotna przyjemność.
* Zanik bólu, fizycznego, strasznego i nie do zniesienia.
Straty:
* Pogorszenie kontaktó z bliskimi.
* Zaniedbywanie obowiązków w szkole, pracy, gdziekolwiek, nawet wobedz samego siebie.
* Straty finansowe.
* Rezygnacja z pasji, tych małych lub dużych rzeczy, z których czerpaliśmy poprzednio przyjemność.
* Pogorszenie się zdrowia fizycznego po długoletnim przyjmowaniu opioidów.
* Skutki odstawienne, lecz one są najmniej ważne – przy odpowiedniej obstawie lekowej da się je trochę zniwelować.
* Życie kręcące się tylko wokół ćpania.
* Niepewność źródeł i podatność na zatrucia opioidami z ulicy (ostatnio nawet do Polski dotarła heroina z fentanylem). Myślałam, że takie rzeczy, to nie u nas, bo za drogo.
* Konkretne upierdolenie układu nagrody, nawet orgazm nie daje takiej przyjemności, co kiedyś, bo endogenne opioidy nie wyrabiają, obok oksytocyny, dopaminy, i innych rzeczy.
* Niepokój, gdy źródła się kończą. Chociaż ja potrafię załatwić receptę na benzodiazepiny w 15 minut, a nie potrafię wypełnić wniosku w urzędzie – ot taki paradoks.

Więcej nie mogę, bo właśnie płynie we mnie 10 mg klona i 750 mg pregabaliny. Eh, mówiłam, że już porzucę ten zestaw, ale pregabalinowa rzeczywistość, jak już mówiłam, niezwykle mnie wciągnęła. Odstawiłam duże dawki cold turkey, i leżałam w depresji przez bite 2 tygodnie, do zaskoczenia kolejnych ośmiu dawek pregabaliny po 2x 300 mg. Kończę, bo powieki robią się ciężkie. Druga paczka klonów leży w szufladzie i czeka…