Kategorie
Wysrywy świadomości

Postanowienie noworoczne – realizacja odbędzie się mimochodem

Rozpoczynam dzień powoli. Leżąc jeszcze w łóżku przeglądam co nowego dzieje się w świecie seksu i biznesu, i w moich pięciu skrzynkach mailowych (jedna z pracy, dwie ze studiów, dwie prywatne – jedna do list dyskusyjnych, a druga służy jako adres korespondencyjny). Nikt mnie nie kocha prócz spamerów, na hajpku znowu kłócą się nad wyższością morfiny od oksykodonu, a listy dyskusyjne zawsze będą takie same. Praca to praca – zdawkowe informacje, pytania i odpowiedzi.
Idę do kibelka, obmywam twarz, w lustrze widzę kogoś zmęczonego, prawie obcego, z podkrążonymi oczyma. Gdy biorę prysznic pozwalam, by gorąca woda rozluźniła moje mięśnie. Chciałabym, żeby ta przyjemność trwała jak najdłużej, ale niestety tak się nie da. Wycieram łeb, dokańczam toaletę poranną i ubieram moje ulubione ciuchy – wyciągnięty dres, zbyt duży t-shirt oraz bluzę.
Gdy widzę takie stylówki przypominają mi się ci wszyscy zawodnicy DMC – występują tam najlepsi turntabliści świata. Widać tam prawdziwy wylew kultury hip-hopowej – może bez łańcuchów na szyi, ale ubrania wiszą niezgrabnie narzucone na drobne ciała zawodników. Rozmyślam o tym przez chwilę. Włączam youtuba i puszczam sobie występ jednego z nich.
przecież mam wolne. Słucham porannych wiadomości przygotowując śniadanko: granola z jogurtem, do tego banan, bo potasu nigdy dość. Nawet podczas śniadania potrafię odpisywać na wiadomości. Muszę pozbyć się tego nawyku.
Puszczam podcast o nowinkach z technologii mobilnych w tło i nabijam lufę, kruszę susz CBG w palcach na lekkie pobudzenie i podpalam. Witaj euforio. Żadnego baklofenu ani klonazepamu, czy innych chemicznych opioidów. Przede mną stoi zielony – z wiecznie zielonego drzewa spłodzony Kratom. Zastanawiam się: Pić to z wodą, sokiem, czy go hard i łyżka samego prochu na język? Decyduję się na szybkie zapicie sokiem. Przecież do wyboru mam jeszcze kratom bardziej sedatywny, i bardziej stymulujący. Zielony to opcja gdzieś – po środku, taki roślinny speedball.
Po konsumpcji nabijam kolejną lufę CBG i czekam, aż naturalny opiat zacznie działać. Ciężko mi na żołądku i chce mi się wymiotować, ale uczucie mija po pewnym czasie. Kiedy mija, zakładam słuchawki bezprzewodowe, zapuszczam techniczną playlistę i idę w miasto, tym razem zabierając ze sobą pojemniczek z suszem CBD i paragony, dokumenty o legalności – trzeba być bardzo ostrożnym.
Na mieście załatwiam różne sprawunki – od kosmetyków, które się kończą, przez odwiedzenie uczelni w sprawie przyszłych zaliczeń, po ciągłe szukanie dobrego maku na pułkach na herbatkę. Pozostaje mi jedynie wertować internet, i męczyć gości z hajpa oczywiście. Kultura opioidowa to nie temat na jedną wiadomość mającą 20000 znaków. Następnym razem postaram się dać coś od siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *