Kategorie
Prywatnie

Fizolofia życia po trzeciej stronie

Do zagłębienia się w to, co oznacza tak naprawdę „stan wegetatywny”, popchnęło mnie w sumie – nie wiem co. Może ta zajebista uduchowiona książka o życiu po życiu? Może Black Mirror obejrzane od góry do dołu z paroma jazdami ze świadomością i stanem wegetatywnym? Może poziomy plateau rozkminianie, czym jest tak naprawdę poziom świadomości pierwszy, drugi lub trzeci? A co to tak w ogóle jest ta świadomość?
Zaburzenia świadomości można mierzyć w skalach, reakcjach. Świadomość czyni nas ludźmi podobno. Ktoś powiedział, że tym, co odróżnia nas od zwierząt jest – zdolność pojęcia, że mamy świadomość, zdolność pojęcia, że istniejemy.
Przyjęło się od strony medycznej, że stan wegetatywny jest z reguły nieodwracalny, a wyjątki od reguły to przypadki źle zdiagnozowane – nie ma cudów. Po znacznym uszkodzeniu mózgu będzie można najwyżej liczyć na podstawowe odruchy. Błędem jest również stwierdzenie, że ktoś od lat jest „w śpiączce”. Tak się utarło w mowie potocznej.
Śpiączka trwa parę tygodni, a później to egzystencja. Najtęższe głowy nie wiedzą, co wtedy dzieje się ze świadomością i psychiką człowieka. To prowadzi do nikąd. Podobno to pętla pomiędzy snem a czuwaniem.
Gdy człowiek potrafi oddychać samodzielnie, nawet przez tracheo, skierować na chwilę wzrok na przedmiot, reaguje na imię, można mówić o ogromnym sukcesie. Gdy jest coraz lepiej przy stymulacji, można wdrażać alternatywne sposoby komunikacji, jeśli mózg pacjenta nie stwierdzi, że to dla niego za wiele i znowu odpłynie w nieznane, dla nikogo.
Osoby w jeszcze lepszym stanie, potrafią wydać z siebie jakiś odgłos, a nawet płakać. Podobno to też odruch, zupełnie jak skurcz mięśni czy losowy jęk w losowym momencie.
Ktoś udowodnił, że osoby, które opanowały alternatywne metody komunikacji, bardzo szybko się dostosowują do danej sytuacji. Mózg też ma swój metabolizm, im większa wymiana informacji, tym więcej emocji, im mniejsza wymiana, tym człowiek jest bardziej spokojny.
A ja się dziwię: skąd cały czas te rozterki etyczne? Ale religii w to proszę nie mieszać. Mówi się, że śmiercią człowieka jest śmierć pnia mózgu – wtedy to idealni dawcy narządów. Jedyne, co skorupkę podtrzymuje przy życiu, to kilka elektronicznych urządzeń. Gdy trochę zbadałam temat (bardzo pobieżnie), nie dziwię się, że lekarze mają taki problem z osądem, kto ma jeszcze jakiś potencjał.
Dlaczego to tak wygląda? Bo pacjenci wegetatywni są drodzy w utrzymaniu, wymagają opieki 24/7, sprzętu, rehabilitacji, a neuropsychiatria dalej ma za mało do powiedzenia, i nasza technologia badania mózgu również – nieważne – jak dokładne byłoby EEG

Kategorie
Recenzje

Że życie ma sens

W sumie dlaczego obejrzałam? Problem jest, bo 3 miesiące na opio, a tu do lekarza trzeba iść za tydzień. Przypominajkę i ponaglenie dostałam. 🙂
– na twoim miejscu zrobiłabym tak: weź DHC, nie rozgryzaj, tylko retardy. 120 mg i wytrzymasz.
– A psychika? przecież będzie zjazd psychiczny i ty dobrze o tym wiesz.
– No i co z tego? Pregabaliną dowal i będzie wystarczająco dobrze.
– A co ze źrenicami? Przecież będą wązkie. Może amfetamina?
– Amfetamina może pomóc, ale z tego co pamiętam, to nawet atropina nie ruszała wązkich źrenic. Oczy prawdę ci powiedzą.
– Chyba tak zrobię, ale obejrzyj film – pamiętaj.
Nie potrafię pisać recenzji filmów, ale jestem po oberzeniu tego tworu kina niezależnego. Z reportaży mogłabym polecić "wolność jest darem Boga".
Kino mainstreamowe zawsze przedziwnie podchodziło do narkotyków. Albo hollywoodzki scenariusz, że gość się uzależnia, nagle traci wszystko, i odbija się od dna, albo subtelne pokazywanie, że narkotyki poszerzają horyzonty na przykład twórców – akurat z tym drugim się zgadzam.
Film z 2000 roku, gdy amfetamina czystością nie miała sobie równych, nasza polska krajówka. W tej chwili czystość amfetaminy ocenia się na jakieś 30, 40 procent. Niestety całość obejrzałam z wielkim niepokojem. Realia, bez pierdolenia się w tańcu. Psychozy amfetaminowe, bad tripy po mj, prokrastynacja, chodzenie na balety, gadki z dilem, że "no zioomuś, wiesz, że zawsze ci płaciłem… Oddam jak będę miał".
Bohaterowie rzucają wiązankami przekleństw, tak jak za zwyczaj to bywa, rozbijają grudę na stole, potem formują kreski i wciągają. Źrenice rozszerzone, gadane, bajerka, a potem? Powrót na ziemię.
Ten, który wyszedł, to wyszedł. Drugi dalej – albo białe, albo zielone. Dragi szczęścia nie dają, a ja swoje szczęście znalazłem – mówi, przytulając i całując swoją kobietę w głowę. Związek dwojga wjebanych również się pojawia.
– Zarobiłaś coś?
– Nie, nie zarobiłam.
– Noż kurwa, potrzebne mi te pieniądze. – dalszego dialogu nie pamiętam. Poszarpali się trochę i tyle…
Klasyka:
– Bierzesz coś?
– Nie biorę. Naoglądasz się telewizji i odpierdala ci w łeb. Ja nic nie biorę!
Twarde realia uzależnienia, bez żadnego parodiowania. Do tej pory jestem pod wielkim wrażeniem. Było białe, zielone, na końcu brązowe, bo czasem trzeba dojść do pani heroiny.
Życie ma sens pod warunkiem, że ktoś ma siłę by coś zmienić. Gdy jest się naćpanym pojawia się 1000 myśli na minutę. A może książkę dokończyć? A może można zacząć od nowa? Nielicznym się to udaje.
Filmy, które wchodzą do kin, to często shit. Nie poleciłabym nikomu requiem for a dream – szczególnie. Tam jest dużo przekłamań i film jest bardzo schematyczny.
Co chciałam przez ten haotyczny wpis powiedzieć? To najlepszy, realistyczny film, na który miałam okazję patrzeć. Pokazał i dobrą, i złą stronę "chemicznych uciech".
Zioło niegroźne? Tak – można złapać badtripa takiego, że nie ruszysz się z miejsca, i to całkowita prawda, nie propaganda. Oglądałam z otwartą gębą, tak jak skazanego na bluesa, czy najlepszego. To moja topka w tej chwili. 😉
Do następnego.