Kategorie
Recenzje

Ben 10 i Wolverine – co?

Powstała teoria, aż dziwię się, dlaczego tego nie zobaczyłam wcześniej…
Jak wiecie, siedzę w universum Ben 10 od lat i przez te wszystkie lata, gdy wychodziły wszystkie serie – od klasycznej all the way to omniverse, mogliśmy zobaczyć wszystko co tylko było możliwe – z zaburzaniem kontinuum czasoprzestrzeni i lini czasowych włącznie. Powstała ładnie zilustrowana historia – do wielokrotnego przeanalizowania:

A tu widzę i się zdenerwowałam, bo ktoś bardzo odleciał i porównuje omnitrix do adamantium w ciele wolverine’a. Omnitrix postarza użytkownika za każdą transformacją, użytkownik żyje krócej i za każdą transformacją przybliża się do szybkiej śmierci. Chłopak chce się bawić w objaśnianie z realnego punktu widzenia. Porównanie omnitrixa do adamantium mamy już za sobą, a dalej jest:
Wybrane DNA jest scalone z DNA użytkownika. Wszyscy wiemy, że prototypy i podróbki, nie działają jak finalny produkt (przedstawiam to wszystko w skrócie). Omnitrix może uszkadzać DNA przez wielokrotne transformacje i limit czasowy (ale po coś ten limit czasowy został wprowadzony, prawda)? Ultimatrix był niestabilny – to wiemy, i mógł przyczyniać się do szkód jeszcze bardziej.
Indywidualna sekwencja genomu zawiera ponad trzy mld. zasad DNA. Porównując sekwencję z refleksyjną sekwencją genomu, można wykryć wszystkie zmiany DNA w prawie każdej pozycji podstawowej, w zależności od tego – gdzie zmiany się znajdują. Zmiany w zasadach DNA mogą (ale nie muszą) wpływać na funkcjonowanie genu. Nawet jeśli nie wpływają na gen, mogą wpływać na historię genetyczną. Dodatkowo: "Telomer – fragment chromosomu, zlokalizowany na jego końcu, który zabezpiecza go przed uszkodzeniem podczas kopiowania. Telomer skraca się podczas każdego podziału komórki. Proces ten, będący „licznikiem podziałów”, równocześnie z każdym skróceniem zwiększa ryzyko nowotworzenia oraz przekłada się na proces starzenia się.". Chłopak wnioskuje, że po każdej transformacji telomery skracają się i użytkownik omnitrixu starzeje się szybciej, i szybciej umrze.
Replikator DNA w omnitrixie również miał problemy, gdzie – mam wrażenie – zamiana w galwana – najbardziej inteligentną rasę we wszechświecie była swoistym "trybem awaryjnym". Galwan mógł szybko wykryć usterkę i ją po prostu naprawić. Objaśnienie "trybu awaryjnego" mogę przedstawić przykładami: odc. 11 klasycznej wersji – "mały problem", szybka transformacja w galwana po uruchomieniu trybu autodestrukcji. Uważam, że omnitrix sygnalizował każdy błąd w systemie właśnie taką transformacją. Zdenerwowałam się i objaśniłam to tak – przepraszam za powtórzenia:

Jak urządzenie zdolne do napraw genetycznych może zabijać jego użytkownika? Raczej go chroni. Skąd wniosek, że Ben staje się starszy? Gdyby ktoś naprawdę prowadził taki tryb życia starzałby się szybciej, ale ze stresu. 😉 Poza tym galwanie to mistrzowie inżynierii genetycznej i nie mogliby sobie na coś takiego pozwolić. Omnitrix był opracowywany przez wieki, Azmuth nie był nieomylny, ale mając tyle czasu zapewne obmyślał wszystkie za i przeciw. Poza tym jakaś tam sygnatura musi być wprowadzona. Znając galwan, to zapewne omnitrix ma jakąś "pamięć podręczną", gdzie robi się backup użytkownika – tak dokładny, że niektóre elementy zachowuje, takie jakie zostały przy resecie czy awarii (np. Ubiór). Stąd moja teoria o "backupach" 😀

W omniverse te "backupy" mogły generować się bardziej na bierząco, bo to finalna wersja. Poza tym niech autor nie zapomina o różnych liniach czasu (przynajmniej czterech) jakie były pokazane we wszystkich seriach.

Jak można przyrównać zespolenie adamantium u gościa z healing factorem do omnitlixu? U Logana w tle, jeśli chcemy dojść do tego z bardzo realistycznego punktu widzenia powtarzająca się bez końca odpowiedź autoimmunologiczna na zakarzenia przy otwartych ranach, przy zwalczanych chorobach, przy odrzucaniu adamantium musiała kiedyś go wykończyć, nawet gościa z healing factorem, który był zdolny przeżyć wybuch atomówki 😀

Omnitrix to urządzenie, które łączy się z genami użytkownika, i modyfikuje je – raczej transformacje to pusta kartka, gdzie wkłada się użytkownika. Tak to zrozumiałam. Wyjątkiem był ektonuryt i silny instynkt nekroziębian do reprodukcji – plus wygenerowanie odwróconych transformacji ostatecznych przez błąd, taki błąd w "oprogramowaniu". Jest dużo źródeł i można z nich skorzystać 😉

Galwanie przewidzieli wszystko, nawet ochronę użytkownika przed śmiercią przez całkowite złączenie z sygnaturą DNA. Nałożyli trzy zapory na panel sterowania, i gdy użytkownik będzie starszy, jego transformacje będą odpowiadać jego wiekowi – starszy galwan będzie bardziej inteligentny od młodszego i bez problemu złamie trzy zapory.

Dobranoc…

Kategorie
Prywatnie

A ja siedzę i mówię, i mówię…

Tak sobie siedzę, przy kapuśniaczku, i rozmawiam z babcią. Dała mi porysowane, brudne okulary do czytania z grubymi szkłami i podsunęła dokument pod nos. Tabelka, chyba śmieci, kiedy, nie wiem, jakaś tabelka z podkreślono-pogrubionym nagłówkiem z designerskim wcięciem. Oczywiście na środku strony. Stronę należy czytać w poziomym ułożeniu.
Czytam, próbuję czytać, jak próbuję czytać i czytam, to boli mnie głowa, zaczyna, tępo po obu stronach. Ból promieniuje od oka i pojawia się myśl: dlaczego tak jest?
Próbuję przeczytać, odwracam dokument – nagłówek z pierwszymi dwoma wyrazami przeczytanymi przez babcię "gospodarstwo domowe". Pogrubiony, podkreślony, szkoda że nie pochylony i nie z kursywą, choć chyba pogrubienie i kursywa się wyklucza? Pod nagłówkiem tabelka z miesiącami. Kto wymyślił kolumny tabeli, zaznaczone – czarny napis na szarym tle? Domyślam się, że tabelka musiała mieć inny kolor, ale drukarka uznała inaczej. Co to jest? Marzec, znów przeczytany przez babcię. Komórki tabeli – dość standardowe. Odkładam okulary i myślę.
Miałam ja kiedyś terapię widzenia – takie standardowe, ośrodkowe zajęcia, na których ćwiczyło się koordynację ręka-oko, zwracanie uwagi na szczegóły, odróżnianie barw, układanie elementów, dopasowywanie historyjek obrazkowych tak, by miały jakiś sens, i oczywiście czytanie tekstów, wielu tekstów.
Kiedy przyszłam do ośrodka w wieku 11 lat, nauczycieli wręcz zadziwiała moja sprawność posługiwania się lupą elektroniczną do tego stopnia, że otwierałam klapkę mojej motoroli V3 i przykładałam lupę do ekranu, by czytać SMSy, potem z pamięci wpisywać sekwencje liter. Nokiowy soft był bardziej intuicyjny od telefonów od Motoroli – tak myślę. Z lupą elektroniczną robiłam wszystko, co można sobie wyobrazić – od czytania tekstu, po rozwiązywanie sprawdzianów wpisując tekst w luki – lupa w lewej ręce, długopis w prawej, lupa nad luką. Gdy o tym opowiadałam, każdy był zdziwiony.
Dziwiła też moja prędkość pisania na maszynie – 150 uderzeń, mało literówek. W porównaniu do innych niedowidzących lub niewidomych przychodzących z masówek/szkół integracyjnych do ośrodka, wyróżniałam się – według nich.
W wieku 10 lat musiałam poznać co to jest ABBYY Finereader z 2006 roku, jak robić adaptację podręczników do braillea, by potem wydrukować to w winbraille. Pamięta ktoś? Moja mama siedziała nad książkami do polskiego, przyrody, wszystkiego prócz matematyki, którą musiałam przepisywać ręcznie, by mieć przygotowane zadania na lekcje. Niedojebany nauczyciel wspomagający, szkoła życia pomiędzy zabawą na podwórku itp. Itd.
Do czego ja zmierzam? Miałam ja terapię widzenia. Jak wiadomo, do ośrodków przychodzą studenci z różnymi mniej lub bardziej gównianymi projektami ulepszenia komfortu życia. Przerobiłam metalowe pudło z wypustkami przewodzącymi temperaturę w określonych miejscach. To było programowalne – dało się, dzięki temu urządzeniu pokazywać np. figury geometryczne – jak kto wolał – na ciepło lub zimno. Parę lat później były też okularki z przymocowanym do tego smartfonem i kamerką. Ten projekt mnie mocno wtedy zainspirował. Pamiętam, że dzięki stopniowemu przybliżaniu cyfrowemu dowiedziałam się, że kobieta stojąca 7 metrów ode mnie, trzyma w ręku klucze. Klucze, takie zwykłe, rozpoznałam je częściowo dzięki skojarzeniom, częściowo dzięki temu, że nimi porusza i cicho odbijają się od siebie.
Mówię do babci: mam propozycję ulepszenia tego projektu, na dzisiejsze standardy. Kamerka, żyroskop, a może parę kamerek, z optyczną, fizyczną stabilizacją obrazu, parokrotnym, bezstratnym zoomem, pokrętło na boku do przybliżania i oddalania. Przed oczami zakrzywione oledy, ta cienka warstwa, oczywiście te oledy, które obecnie wykorzystuje się w futurystycznych, składanych telefonach. Technologia musiałaby pójść jeszcze bardziej do przodu, by to przypominało zwykłe okulary, a nie jakiś moloch.
Co z designem na wierzchu? A gdyby można zrobić tak, by te panele stały się przezroczyste lub nałożyć jakąś powłokę na to wszystko, by okulary wyglądały jak te przeciwsłoneczne? To by było rewolucyjne urządzenie, przynajmniej dla osób takich jak ja.
Chodzę z lupą kieszonkową, rozkładaną, bez podświetlenia, z 14-krotnym powiększeniem według producenta. Przydaje się. Lupa elektroniczna leży na dnie szafy – skatowana, z włącznikiem wgniecionym w obudowę. Zasłużyła na odpoczynek. Zazdroszczę trochę osobom, co to mają te lupy od freedomu. Chciałabym, by takie urządzenia były trwalsze. Mcgyver Things? Robię lupę z mojego telefonu, a w 2009 roku było to nie do pomyślenia. Mamy rok 2021, pandemię, w domu powtarzają, że czują się jak w powieści 1984. Może tak, może nie?

Kategorie
Prywatnie Recenzje

Ah ta tianeptyna taka fajna?

Konsultacja z psychiatrą – myśl zamiany bupropionu na tianeptynę – mission complete, bo to lekki antydepek. Tak twierdził psychiatra, a ja promuję i bardzo polecam.
Wrócił do domu, zarzucił 250 mg w dawkach podzielonych – 125, następne 125 po kilku godzinach. Czuł się jak po 600 mg kodeiny z syntetycznym dodatkiem. Bardziej dokładnie – Pierwsze 125 mg weszło euforycznie i dobrze, drugie – serotoninowe otępienie.
Co działo się dnia następnego?
Pregabalina przyjęta w dawce 2,7 g o godz. 09:40
Tianeptyna w dawce 250 mg przyjęta o godz. 11:45
Pacjent w bardzo dobrym nastroju, zaraz idzie włączyć sobie muzykę celtycką, ponieważ uważa że Enya to najlepsza toważyszka do chillowania. Caribbean blue, odtwarzane na loop…
12:01 – pacjent twierdzi, że się rozpływa i mizia kota, przy okazji mruczy jak on, confortably numb. Co jakiś czas albo wychodzi na fajka, albo pali e-fajka.
Położył sobie poduszkę pod głowę i leży na łóżku sklepany i wychillowany. Ma nadzieję na noddy, których się pewnie nie doczeka.
Oddech spokojny, trochę płytki, puls 95 do 100 – jest spoczko, nie ma o co się martwić.
Brak wyrzutu histaminy, ciężka głowa, ciepło, które zaczyna promieniować w dół ciała. Leży z zamkniętymi oczami, i ma lekkie CEVy. Sam twierdzi, że czuje się lekki jak piórko. Powieki również stają się ciężkie i przymykają się.
Dla bezpieczeństwa zdejmuje okulary, odkłada na szafce i czeka na rozwój wypadków, jeszcze dalszy.
Na przeciwko niego ułożone są maskotki, patrzy nanie. Czuje się bardzo szczęśliwy z powodu tego "wygodnego odrętwienia". Obraca się lekko w lewo, ale nawet tego nie chce mu się zbyt robić, bo mu po prostu dobrze. Przytula się do kota i mizia go nosem po brzuchu. Łączy ich ciepła energia.
Jest zmuszony otworzyć oczy, ponieważ suszy go niemiłosiernie po pregabie. Wyciąga więc rękę i próbuje dosięgnąć 7-upa z parapetu. Udało się – cóż to był za wysiłek… Pije powoli i delektuje się smakiem cytryny czy tam innej limonki. Podchodzi do komputera i zmienia track na znowu Enya – echoes in rain. Nie może się doczekać, aż będzie śpiewał refren. Halleluyah!
Wzięła go ochota na chałwę, więc ukradł dwie – odzywa się gastro po pregabie. Zjadł, jeszcze się oblizał. 😉
Poleca mix pregabaliny z tianeptyną, ale oczywiście radzi uważać, ponieważ obie substancje są depresantami i ten mix niewłaściwie stosowany może zagrażać twojemu życiu lub zdrowiu…
Note: pacjent bierze depakinę (kwas walproinowy) w dawkach 3x 500 mg, dzięki temu nie boi się ewentualnego breakdance’a po wysokich dawkach pregabaliny. Jeśli nie macie zabezpieczenia w formie benzo lub innych leków przeciwpadaczkowych, może się to źle skończyć, ale nie musi…

Mówione przez niego, napisane przeze mnie.

Kategorie
Recenzje

Ben 10 kontra wszechświat – spoiler alert, i zniszczyli Azmutha i Tetraxa – więcej nie trzeba dodawać…

Kategorie
Prywatnie

my dzieci z dworca Toruń Główny…

Dzwoni do mnie mój „partner” – ot taki pregabalinowy kotek. Standard – 6 mg klona i amarenka w ruinach jakiegoś budynku. Przyłączyłam się do rozmowy wyciągając z szafki pudełko klonazepamu, patrząc na nie uważnie i odliczając 6 mg, dokładnie 6 mg, by połączenie świadomości nawiązać. Po kilku chwilach zastanowienia wrzuciłam 2,4 grama pregabaliny – standardowa dawka, nie tak upadlająca, a już tak ładnie zeszłam do 600 mg.
Survival of the fittest – ponieważ muszę rozdysponować jedno, jedyne opakowanie pregabaliny 300 mg na dwa miesiące. Może to być łatwe, albo trudne.
Rozmowa się toczy, klei, „partner” idzie jeszcze po jednego browarka, bo klony bez alko to nie klony.
Rozmawiamy o dworcach, ludziach przelewających metadon z butelki do butelki…
Mówię do niego: – Oj chciałabym chociaż kropelkę metadonu dostać, gdyby coś tam się im ulało… Prosiłam mamę o dekstrometorfan – nie dostanę, bo to pochodna morfiny, choć nie działa stricte na receptorki opioidowe. Nie dostałam, desperacja level hard. Dxm nie lubię, bo ten chód robota i straszne siadanie na błędnik mi przeszkadza, mojemu Menierowi również. On nie lubi dysocjantów…
Nacisk jest wszędzie – wszyscy, my wszyscy borykamy się z takimi samymi problemami. Bliscy chcą nas ratować. Ośrodki, konsultacje psychiatryczne, a jak nie, to nakaz przymusowego leczenia powiedziany w nerwach, a życie toczy się dalej…
Martwią się, martwią się bardzo, a im bardziej się martwią i krzyczą, grożą, tym bardziej chce się ćpać… Nieważne co, ważne, by unieść się nad życiem, bo ono jest nie do zniesienia, tak jak ból.
Unieść się nad życiem – to proste. Jestem „panią, królową życia”, jak po jakichś psychodelikach. Najpierw plany, chęć zmiany na lepsze, a potem pustka w głowie.
Pod wpływem pregabaliny przeglądam oferty pracy obróbki tekstu, bo do tego się chyba nadaję. Jestem teraz „królową życia”. Umówiłam konsultację z profesjonalnym copywriterem i korektorem, by dowiedzieć się, jak ten biznes wygląda. Przecież nie będę chyba, całe życie poprawiać niedoróbek OCR w Finereaderze z czasem nieudolnie, napisanym kodem HTML. Zawsze pojawia się coś nowego. Hey, to nie schematyczna praca, poza kodem, który jest zawsze taki sam… Wykształcenie filologiczne, językowe, czasem brak doświadczenia, umiejętność posługiwania się Google Adwords, SEO, treści konsumenckie. Stwierdziłam, że jak stracę pracę to pójdę na edytorstwo i poświęcę się temu, co zawsze lubiłam robić… Miłe, euforyczne przebłyski przeplatają się z dziwnym, analitycznym myśleniem… teraz ta gorsza część będzie…
Zejście z pregabaliny – zderzenie z rzeczywistością. „partner” schodził z 3 g na zimno, ja taperowałam ostrożnie i okazjonalne tiki mnie męczyły, jak bym miała tourette’a. On nie był zbyt skory do rozmowy, chciał przecierpieć samemu, nawet nie wiedział, jak to wszystko opisać. Powiedział, że przeżył i od tak po prostu pije sobie tanie wino przegryzając klonazepamem…
Mówiłam, jak by to było, gdyby renta była, a zdecydowałabym się na życie na ulicy… Na moje myślenie byłoby raczej ok, bo przynajmniej miałabym jakieś „stałe oparcie”. Zwiedzałabym różne miejscówki, nic by mnie nie trzymało, a przy okazji byłoby mnie stać na okazjonalny chillout…
„partner” mówi: A gdyby tak pojechać do Czech na maki? Tam miłośników maku raczej wielu. Zbierałbym opium, resztki do utylizacji biologicznej, robienie opium bieda laudanum, lub acetylacja – błogo i znowu, „unoszenie się nad życiem”, sielsko, anielsko, prawie że, bo potem „cierp ciało coś chciało”…
Takie rozmowy zdarzają się często…
Ostatnio w TVNowskiej Uwadze jakiś psychiatra wypisywał morfinę w ilościach sporych, byle komu, byle było… Przecież po coś te bloczki RPW zostały stworzone… Nie wytrzymałam, gdy pokazano zdjęcia recept. Podeszłam do lodówki, wyciągnęłam małpkę, wypiłam, zagryzłam klonazepamem, bo morfina krąży mi w głowie. Kiedy o tym wszystkim nie myślę? Jak jestem porobiona, bo nawet jak śpię przytrafiają mi się sny o jednolitej tematyce. „Śpij dziecko, śpij, zaraz dostaniesz morfinę czy oksykodon”. Strzykawka, tabletka, ktoś…
Przy schodzeniu z pregabaliny zdarzają się również koszmary… Ostatnio jakiś chłopak utopił się przeze mnie, pośrednio, w rzece, bo dałam mu 0,5 mg alprazolamu. Obudziłam się z lękiem i poczuciem winy… Kto, gdzie, jak? To tylko sen, nic się nie stało. Jestem w domu, jestem w swoim łóżku. Kątem oka widzę włączony komputer i wiecznie świecącą na zielono klawiaturę… Biorę bucha z efajka i próbuję zasnąć, tym razem spokojnie…
Czuję spięcia w nogach, mój pot śmierdzi niemiłosiernie. Baklofen lub tolperyzon by się przydał. Nie mam, nie posiadam. Słoiczek baklofenu i jedno pudełko klonazepamu jest u „partnera”, czeka na mnie. Ma honor, bo choćby go bardzo cisnęło, nie ruszy mojej własności…
Chcę wymiany mózgu. Mam nadzieję, że transprantologia pójdzie do przodu…